Bonarka – historia

Mamy w Krakowie miejsca niezwykle charakterystyczne, od razu kojarzone z jakimś konkretnym obiektem, osobą, bądź zdarzeniem.

Rynek? Wiadomo. Kazimierz? A jakże! Franciszkańska? Tak, wiem! Również dalsze rejony zwykle mają w sobie coś, co jest dla nich szczególne, jednoznacznie się kojarzą. Bronowice, Nowa Huta, Tyniec… A nawet jeśli w danym miejscu nie ma zabytków to przynajmniej powiemy: a tak, to wielkie blokowisko. Albo, że cicha i spokojne okolica z wypasionymi willami. A co powiemy o… Bonarce?

Skąd nazwa Bonarka?

Nie, nie chodzi nam tu o centrum handlowe, tylko o rejon miasta, w którym się ono znajduje.

Przecież owe centrum nie nazywa się „Bonarka” bez powodu, to nie jest nazwa własna, handlowa. W nazwie upamiętniono właśnie dawną wieś, na terenie której stoi. Jest to zresztą pozytywny przykład pewnej dbałości o pamięć miejsca, o jego tożsamość. Nazwa tego (wybudowanego przed dekadą) kompleksu pozwoliła wydobyć imię dzielnicy z mroków niepamięci. Kto bowiem używał wcześniej nazwy Bonarka? Przecież niemal nikt tu nie mieszka! A od czasu upadku miejscowych zakładów chemicznych nikt też tu nie pracował.

Stacja kolejowa Kraków-Bonarka

Przetrwała tylko stacja kolejowa „Kraków-Bonarka”, ale wiemy jak to w minionych latach z koleją bywało. Praktycznie nikt tu nie wsiadał i nie wysiadał, po peronach hulał wiatr. Jednym słowem taka dzielnica – widmo. Nie było tu niczego. Ani zabytków, ani mieszkań, ani w końcu nawet fabryki. Jedyne życie to lokalny rezerwat geologiczny i ogródki działkowe. A, jest jeszcze monument ofiar hitleryzmu, słynny „Pomnik Wyrwanych Serc”. Rzeczywiście mocno charakterystyczny, ale kojarzony z obozem koncentracyjnym Płaszów – kto określiłby go mianem „pomnik na Bonarce”? Można więc powiedzieć, że mamy tu taką dzielnicę bez właściwości.

Nie zawsze tak jednak było.

Czym była kiedyś Bonarka?

Bonarka nigdy nie była dużą wsią. To raczej taka wioseczka. Nieprzesadnie znowu stara, zdaje się że nie ma o niej informacji wcześniejszych niż z XVI wieku. Co ciekawe, dawniej nazywaną ja Bednarką. Obecna nazwa przyjęła się, gdy Bednarkę nabył słynny i możny ród Bonerów – przypadek? Bonerowie od początku postawili w Bonarce na przemysł i założyli tu papiernię. A wiedzieć trzeba, że ta okolica słynęła ze źródeł doskonałej, krystalicznie czystej wody. Na tyle wartościowej, że władze Kazimierza zadecydowały o sprowadzaniu jej do swojego miasta za pomocą wodociągu. Kraków pił wodę z Rudawy, Kazimierz miał pić ze źródła „Beciorka” na Bonarce, choć zdaje się, że ta inwestycja finalnie nigdy nie doszła w pełni do skutku. Przez następne stulecia nic specjalnego się tu nie działo. Aż nadszedł wiek XIX i przez Bonarkę przeprowadzono linię kolejową w kierunku Oświęcimia, co pociągnęło za sobą daleko idące konsekwencje.

Choćby w postaci rozwoju nowoczesnego przemysłu.

Przemysł na „Bonarce”

Tu powstała spora cementownia, filia imperium Bernarda Libana (poznanego przez nas w ubiegłym tygodniu). Po II wojnie światowej zakład przekształcono w fabrykę chemiczną. Mniejsza już o profil produkcji (głównie składniki do wytwarzania nawozów), ale kompleks ten stał się rychło jednym z największych trucicieli Krakowa i okolic (a konkurencję miał mocną). Katastrofalny poziom emisji pyłów doprowadził do tego, że po zmianie ustroju nie było chętnych do ratowania upadającego zakładu. Przez kilkanaście lat straszyły tu potężne fabryczne ruiny (które zresztą lubiłem „na nielegalu” penetrować). Potem wszystko wyburzono i postawiono galerię handlową. Na pamiątkę zostawiono akurat to, co najmniej ciekawe i wartościowe – olbrzymi (nie-zabytkowy bynajmniej) komin. Obficie oświetlony, stanowi jeden z najszpetniejszych dziś elementów panoramy Krakowa. I wzywa wszystkich spragnionych zakupów – przybywajcie!

Szkoda, że przy okazji wyburzono również dworek Juliusza Lea.

Tak – nasz wybitny prezydent miał tu swoją skromną, podmiejską posiadłość. Do dziś pamiętam jej smętne resztki z figurą św. Floriana na fasadzie i rozbitym na kawałki piecem kaflowym w środku. Naprawdę szkoda. Tak Kraków zadbał o spuściznę po swym wybitnym włodarzu. I to symbolicznie, w stulecie Wielkiego Krakowa – dworek wyburzono około 2010 roku. Został po nim nieduży park na rogu Kamieńskiego i Puszkarskiej. Do dziś stoi za to w pobliżu niewielki wapiennik – wygląda jak jakaś stara, zrujnowana baszta. Ale co się z nim stanie? Nikt o niego nie dba.

Dobrze przynajmniej, że centrum handlowe przywróciło zapomnianą już coraz bardziej nazwę Bonarka.

Inna sprawa, że zapewne tylko część robiących tu zakupy jest tego świadoma i nad jej genezą się nie zastanawia. Trudno. Ważne, że nie skończyło się jak z Galerią Kazimierz, która w żaden sposób na Kazimierzu się przecież nie znajduje. A o tym, że o historycznej tożsamości dzielnicy zdarza się „zapomnieć”, pisaliśmy już w listopadzie na przykładzie Rakowic. Podobnie jest też choćby ze starym Ludwinowem „zamordowanym” przez Osiedle Podwawelskie (niedawno na szczęście władze Krakowa przywróciły pamięć o Ludwinowie w formie nazwy przystanku MPK). Albo takie Piaski – kto dziś wie, gdzie w centrum dzisiejszego Krakowa były Piaski? Nie chodzi o Piaski Wielkie ani osiedle Piaski Nowe. Nie chodzi też o Piasek na Garbarach (kościół karmelitów). Ot, taka właśnie dzielnica o zapomnianej tożsamości. Bonarka też ledwo tego uniknęła.

Udało nam się więc wydobyć coś nawet z dzielnicy, w której „nic nie ma” (poza – już obecnie – galerią handlową). Budowane tu osiedle i nowy przystanek kolei aglomeracyjnej powinny w przyszłości wypełnić Bonarkę nowymi, dumnymi „bonarkowiczanami”. Oby tylko świadomymi swej „bonarskości”.

Ten odcinek NIE BYŁ sponsorowany przez żadne centrum handlowe. A może powinien?…

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.