Kamieniołom Liban

Kamieniołom Liban

Ponownie zajrzymy do jednego z tych miejsc, które niby mijamy często, ale nie za często do nich zaglądamy. Dalej pozostajemy na podgórskich Krzemionkach, tym razem w rejonie kopca Kraka. O ile sam kopiec jest popularnym miejscem destynacji, zarówno dla turystów jak i miejscowych, o tyle zdecydowanie rzadziej rozglądamy się po jego bezpośrednim otoczeniu. Chodźmy zatem do Libanu.

Gdzie i czym jest kamieniołom Liban?

Liban (ten krakowski) położony jest wybornie – dokładnie w rozwidleniu dwóch arcyważnych ciągów komunikacyjnych, czyli ulic Kamieńskiego i Wielickiej. Codziennie przejeżdżają nimi z hukiem dziesiątki tysięcy samochodów, autobusy i tramwaje. Dlaczego zatem jest tu tak cicho, pusto i spokojnie? Może najpierw jednak – czym w ogóle jest Liban?

Najprostsza odpowiedź brzmiałaby: kamieniołomem.

Dawnym, nieczynnym już kamieniołomem, należącym niegdyś do firmy „Liban i Ehrenpreis”. I to właśnie nazwiska przemysłowca Bernarda Libana wywodzi się (egzotyczna nieco) nazwa tego miejsca. Jak na galicyjskie warunki, był pan Liban wręcz czołowym magnatem przemysłowym Krakowa (pardon – Podgórza), dziś jednak nie o nim. Jego koncern przejął grunty, o których mówimy w 1873 roku.

Skąd ten kamieniołom?

Kamieniołomy istniały wszakże na Krzemionkach od niepamiętnych czasów – to z tutejszego wapienia powstawały pierwsze murowane budowle Krakowa. Później też wykorzystywano go szeroko, choćby jako element dekoracyjny. Przyglądając się wapiennym detalom starego Krakowa, można do dziś wypatrzeć tkwiące w nich krzemienie, a nawet fragmenty skamieniałości. O tym sobie jeszcze kiedyś porozmawiamy, teraz skupmy się jednak na samym Libanie.

Jest to miejsce naprawdę wyjątkowe.

Już sam widok z góry (z kopca, czy krawędzi skarpy) jest ciekawy. A zejście w dół, na dno dawnego wyrobiska, przenosi niemal do innego świata – szczególnie gdy uświadomimy sobie, że jesteśmy praktycznie w centrum dużego, europejskiego miasta. Oaza zieleni – niemal rezerwat przyrody. Zupełna cisza i spokój. Z reguły niewiele ludzi – jeśli w ogóle ktoś. Słychać tylko ptaki. W wodzie, która (zazwyczaj wiosną i jesienią) częściowo zalega na dnie, dało się kiedyś widzieć jakieś kolorowe rybki – zapewne wyrzucone tu przez człowieka.

Absolutnie najciekawsze nieodkryte miejsce w Krakowie

Swego czasu ktoś wypasał tu konie, a nawet kozy, które na tle wapiennych ścian prezentowały się niczym tatrzańskie kozice (szczególnie, że bez cieniu strachu próbowały wdrapywać się na najniższe partie skał). Osobiście uważam Liban za absolutny top nieodkrytych (przez masową turystykę) miejsc Krakowa. I to miejsc, które naprawdę robią potężne wrażenie na odwiedzających. Wiem co mówię, sam zaprowadziłem tam wiele osób, które nigdy wcześniej nawet nie zdawały sobie sprawy z istnienia czegoś tak niesamowitego.

Oczywiście nie może być jednak zbyt słodko.

Mroczna strona Kamieniołomu Liban

Liban ma również i swoją mroczna stronę, choć przecież w żaden sposób sam sobie na to nie zasłużył. Nie jest wszak winą kamieniołomu, że w czasie okupacji hitlerowskiej, właśnie na jego terenie Niemcy założyli ciężki, karny obóz pracy dla Polaków. Bywa on czasem łączony (bądź wręcz utożsamiany) z nieodległym obozem koncentracyjnym w Płaszowie, co jednak mija się całkowicie z prawdą. Miejsca te niemal sąsiadowały ze sobą, były jednak dwoma, niezależnymi od siebie przedsięwzięciami. Dodać należy, że przez Liban przewinęło się prawdopodobnie gdzieś około 2 tysięcy więźniów – pracowników, zaś liczba ofiar (zmarłych i zamordowanych) pozostaje nieznana.

Co znajdziemy na dole?

Wielkie wrażenie robią na odwiedzających to miejsce… resztki (oscarowej!) scenografii filmowej Allana Starskiego – tutaj właśnie kręcono „obozowe” sceny do słynnej Listy Schindlera. Dodajmy – „obozowe”, czyli dziejące się w obozie płaszowskim, który jednak zbyt się zmienił i nie nadawał się, by odtworzyć miejsce akcji tam, gdzie rzeczywiście miała ona miejsce. Może stąd te pomyłki odnośnie lokalizacji obu obozów?

Wędrując po Libanie widzimy więc nieźle zachowane resztki (filmowych) zasieków z drutu kolczastego, czy drogę wyłożoną kopiami żydowskich nagrobków-macew. Ktoś, kto nie wie, że to tylko rekwizyty, może poczuć się nieswojo. Nie są natomiast rekwizytami potężne, stalowe konstrukcje dominujące w krajobrazie tego miejsca. Są to m.in. dawne piece do wypalania wapienia oraz młyny do jego kruszenia – obok kamieniołomu funkcjonował tu bowiem wapiennik. Szkoda, że to wszystko dziś rdzewieje i niszczeje. Zachowały się też oryginalne, pamiętające czasy Libana ceglane zabudowania z kominem – doskonale widoczne od strony Powstańców Śląskich. A sam zakład był połączony niegdyś ze światem własną bocznicą kolejową.

Od kiedy Kamieniołom Liban jest opuszczony?

Wydobycia zaniechano tu ostatecznie w 1986 roku.

Od tego momentu zrobiło się tu spokojnie, a cały teren stopniowo zarastał, aż całkiem niemal „zdziczał”. Co dalej? Liczący sobie 18 ha obszar planowano niegdyś zagospodarować do celów rekreacyjno – rozrywkowych. Pomysł upadł – byłby może i dobry, gdyby nie okupacyjne dzieje Libanu. Niewątpliwe walory przyrodnicze należałoby więc pogodzić jakoś z funkcją miejsca pamięci. Osobiście bardzo lubię to miejsce takie, jakim jest obecnie. Może i nie powinno ono docelowo tak wyglądać, ale mi się podoba.

Rewaloryzacja (wraz z pobliskim obozem w Płaszowie) przybliżyłaby historię i poprawiła dostępność tego miejsca, ale czy przy okazji nie zabije jego szczególnej atmosfery? Póki co, polecam odwiedzić kamieniołom Liban absolutnie każdemu, kto jeszcze tu nie był. Dla mnie to naprawdę jedno z najbardziej niesamowitych i relaksujących – mimo ciężkiej historii – miejsc w naszym mieście. A może jednak nie „jedno z”, tylko najbardziej niesamowite?

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.