Zielona Nowa Huta

Zielona Nowa Huta? Nowa Huta to coś znacznie więcej niż zwykłe szare blokowiska. To miejsce o specyficznej historii i zaskakujące bogactwem zabytków z odległych epok. Dziś, do kompletu, zajmiemy się jeszcze przyrodniczym aspektem tej części Krakowa.

Ale jak to zielona Nowa Huta?!?

I tu kolejne zaskoczenie. Dla kogoś nieobytego z tutejszymi realiami, natura i przyroda to ostatnia rzecz, z jakimi mogłoby kojarzyć się miejsce takie jak Huta. Może i jest ciekawa, względnie wygodna do życia, ale ten trujący kombinat, te kominy. Przemysłowa część Krakowa tonąca w zieleni?

1. Przemysł a raczej jego brak

Po pierwsze więc, nowohucki przemysł to już nie to, co choćby jeszcze w latach 70. minionego stulecia. Las dymiących kominów nad dzielnicą można obejrzeć już tylko na czarno-białych fotografiach. Kombinat hutniczy ma już dla Krakowa znaczenie raczej marginalne i – jak sądzę – nie należy się nastawiać, że będzie nam towarzyszył jeszcze przez następne dekady. Ostateczne (niedawne) wygaszenie wielkiego pieca i zamknięcie stalowni przesądzają raczej o jego przyszłych losach. 

2. Czarnoziemy!

Po drugie zaś, Nowa Huta powstała na fantastycznych jakościowo glebach, urodzajnych czarnoziemach, gdzie rolnictwo i ogrodnictwo wymagało znacznie mniej pielęgnacji niż gdzie indziej. W Mogile czy Pleszowie, wszystko ochoczo rosło samo (czy też prawie samo) – jak głoszą pożółkłe kroniki i wspomnienia. Dodatkowo projektanci nowego miasta chętnie wprzęgali zieleń do służby ludowi pracującemu – Nowa Huta miała być zielona, by uwypuklić kontrast ze starymi dzielnicami robotniczymi, pełnymi sypiących się kamienic, ciasnych podwórek i zatęchłych klatek schodowych.

3. Zielone ulice, podwórka, skwerki, parki

W efekcie Huta robi dziś rzeczywiście „zielone” wrażenie. Najbardziej zielono wydaje się być w najstarszej, socrealistycznej części dzielnicy. Już nie chodzi nawet o parki, ale po prostu zwykłe ulice, podwórka między blokami pełne drzew i obszernych skwerów. Jesienią cała „stara” Huta pokryta jest jednym wielkim złotym dywanem z liści. A do tego dochodzą właśnie parki – Ratuszowy (nazwa od niedoszłego nowohuckiego ratusza), czy Wiśniowy Sad. Ten ostatni jest (a w każdym razie niegdyś był) być może najlepszym miejscem, do zapoznania się z bogactwem nowohuckiej rzeźby plenerowej.

Rzeźby

Huta słynęła z rozmaitych rzeźb ustawianych w zieleni, na poszczególnych osiedlach. Dzieła te, o szerokiej tematyce i wykonane w najróżniejszych technikach były ozdobą i cechą charakterystyczną tej dzielnicy, nigdzie w Krakowi bowiem nie nastawiano ich aż tyle. Znaczna część z nich już niestety nie istnieje. O tym, żeby ktoś zadbał o tego typu dekorację przestrzeni na dzisiejszych osiedlach, nawet nie ma co śnić – współczesne wykwity deweloperów są pod pewnymi względami znacząco gorsze od tego, co oferowano nam kiedyś. A w parku Wiśniowy Sad nawet kosze na śmieci z lat 60. były sympatycznym dziełem sztuki – ktoś może pamięta? 

Łąki Nowohuckie

Perłą tutejszej przyrody są Łąki Nowohuckie. Potężna, niezabudowana przestrzeń jest reliktem starorzecza Wisły. I jednocześnie pamiątką po… gospodarce socjalistycznej. W fazie projektowania Nowej Huty planowano to miejsce zalać wodą, tworząc gigantyczny zalew – główne miejsce rekreacji dla mieszkańców. Oczywiście plany szybko przełożono „na później”, czyli na nigdy. I dobrze. Dzięki temu przetrwał unikatowy obszar, niezwykły przyrodniczy ekosystem, wyjątkowo cenny w skali całego Krakowa. Niby „nic” tam nie ma… ale przyroda swoje wie. Żyją tam rozmaite rośliny, owady i ptaki – niektóre z nich zagrożone wyginięciem. Obszar ten znalazł się pod ochroną i nie grozi mu żadna zabudowa. Ostatecznie stały się więc owe łąki celem rekreacji, choć nie takiej jaką wymarzyli sobie dawni planiści. Gorąco polecamy to miejsce!

Zalewy w Nowej Hucie

Zalew zresztą także powstał, tylko gdzie indziej i znacznie do tego mniejszy. Ale również sympatyczny, do tego wzbogacony niedawno pierwszą w mieście tężnią solankową. A możliwości wypoczynku nad wodą jest w Hucie więcej – choćby kompleks czternastu stawów w Przylasku Rusieckim (wkrótce mają zostać zrewitalizowane), czy mniej znany Zalew Zesławicki – ten drugi zasadniczo nieprzeznaczony raczej do masowego wypoczynku.

Lasy

W Nowej Hucie rosną też lasy, choć – co prawda – nie za wielkie. A konkretnie Lasek Mogilski i Lasek Łęgowski. Co ciekawe, są one reliktami pierwotnej jeszcze puszczy, która przed wiekami porastała obszar dzisiejszego Krakowa (i nie tylko Krakowa zresztą). Żubrów czy turów próżno dziś tam jednak szukać.

Parki

To właśnie w Nowej Hucie funkcjonuje największy obszarowo park Krakowa. Mówimy tu rzecz jasna o Parku Lotników w Czyżynach (przez niektórych zwanym Parkiem AWF-u). Ulokowany mniej więcej na granicy dwóch światów, a więc „starego Krakowa” i Nowej Huty, był właśnie takim punktem granicznym. Tutaj rodowici krakusi mieli ostatnia szansę się spokojnie namyśleć – jechać dalej, czy jednak zawrócić w bezpieczne okolice Wawelu? Park pierwotnie projektowano z większym jeszcze rozmachem, zarówno jeśli chodzi o obszar, jak i infrastrukturę. Dawniej nazywano go Parkiem Kultury i Wypoczynku, co było typowym dla tego typu przybytków przykładem nazewnictwa okresu PRL.

Z ciekawszych parków można jeszcze wspomnieć o Plantach Bieńczyckich, dla których inspiracją miały być Planty – „te” Planty… Albo o odkrytym przeze mnie niegdyś przypadkowo parku Zielony Jar, powstałym przez zagospodarowanie naturalnego wąwozu. Są też parki związane z dawnymi posiadłościami dworskimi na ternie dzisiejszej Huty – np. ten w Bieńczycach przy Kaczeńcowej (ze stawem), w Krzesławicach (z dworkiem Matejki i niewielkim skansenem), czy Branicach (gdzie ma powstać wreszcie okazały profesjonalny skansen – szkoda, że dopiero teraz, gdy gdzieś z 90% budownictwa drewnianego z terenu miasta już dawno nie istnieje…)

Mało Wam natury w Nowej Hucie? A poszukajcie sobie sami, to znajdziecie jeszcze więcej. Byle do wiosny!

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.