Krakowski Rynek Główny

Rynek krakowski – niby dobrze znany, a jednak nie do końca. Dziś rozprawimy się z kilkoma mitami a także obalimy kilka błędnych tez na temat Rynku Głównego!

SPIS TREŚCI

Szukamy numeru 2

Rynek krakowski, pozornie tak dobrze znany, wciąż jest jednak pełen zagadek. Przyjrzyjmy się choćby numeracji budynków zlokalizowanych przy Rynku. Ciąg kamienic rozpoczyna się od numeru 4. A więc pierwsze trzy obiekty to z pewnością budowle nie będące kamienicami, zlokalizowane na płycie Rynku. Ale ich okazuje się być cztery… (Wieża Ratuszowa, Sukiennice, kościół Mariacki i św. Wojciech). Jak to więc w końcu jest??

Okazuje się, że kościół Mariacki jest powiązany z Rynkiem tylko teoretycznie. Tak, stoi “przy Rynku”, ale jego właściwy adres to… plac Mariacki. Zostają nam więc trzy budowle. Wieża Ratuszowa jest oznaczona numerem 1 (toż to najbardziej prestiżowy adres w mieście!). Sukiennice z kolei oznaczone są cyferką 3. Ale kościół św. Wojciecha nie ma wbrew pozorom numeru 2! Gdzie się podział Rynek Główny 2??

Okazuje się, że cyferką 2, był  oznaczony budynek dawnego odwachu, przyległy do Wieży Ratuszowej. Rozebrano go w 1946 roku i już nie chciano widocznie komplikować numeracji rynkowych budynków. Trudno więc, współcześni krakowianie muszą zadowolić się 47 numerami- minus jeden.

Budynek dawnego odwachu.

Rynek… nie taki oczywisty!

Krakowianom wydaje się, że podstawowa wiedza o Rynku jest w sumie prosta i banalna. Ot kwadrat, idealne 200 na 200 metrów. Największy i najpiękniejszy rynek Europy. A tu nagle przychodzą (niewiadomo skąd) jacyś Ciekawi Krakowa i mącą, i drążą… Czas więc na weryfikację obiegowej wiedzy o sercu Krakowa!

Po pierwsze i najważniejsze, wymiary Rynku (podawane przez dosłownie każdy przewodnik po mieście) to nie jest 200 na 200 metrów. A to dlatego, że żadna z pierzei Rynku nie jest równa. Rynek Główny wygląda jak kwadrat zarówno na zdjęciu z lotu ptaka, jak też na planie miasta. Ale każdy bok tego placu ma inną długość. Aby nie być gołosłownym: pierzeja północna mierzy sobie 198,5 metra, wschodnia – 203,5 metra, zachodnia – 202,8 i jedynie południowa to równe 200 metrów. Nie są to wartości ekstremalnie odmienne od umownie przyjętych, ale jednak… Powierzchnia Rynku więc, to siłą rzeczy odrobinę ponad 4 hektary. Na nasze, miejskie potrzeby to wystarczy, ale jeśli pomyślimy o unijnych dopłatach to chyba jednak trochę za mało.

Nie tylko pierzeje Rynku są koślawe. Również sama nawierzchnia placu to w istocie strome zbocze! Różnica poziomów wynosi tu aż 2 metry. Najwyżej jest w okolicy „Adasia” – około 211,7 m n.p.m. Najniższe wartości zanotowano u wylotu ulicy Wiślnej – ok. 209,8.m

W dodatku – wbrew powszechnemu mniemaniu – strony Rynku nie odzwierciedlają do końca wiernie poszczególnych kierunków świata. Linia północ – południe wypada prawie idealnie pomiędzy wylotami ulic Grodzkiej i Sławkowskiej. Rynek jest więc przesunięty wobec stron świata o około 45 stopni.

Jak więc widzimy, drodzy krakowianie, nasz Rynek, choć (oczywiście) idealny, w rzeczywistości nie jest formalnym ideałem. Rzecz jasna w niczym nam to nie przeszkadza! Jedyne o co Was prosimy – to nauczenie się na pamięć rzeczywistych wymiarów Rynku Głównego. Żeby już nigdy nie błądzić w mrokach niewiedzy.

Nie sposób nie wspomnieć, iż „policzenie” Rynku odbyło się we współpracy z Mariuszem Meusem z akcji Honorowy Południk Krakowski.
Dziękujemy!

Największy czy nie?

W świadomości wielu z nas utarło się przekonanie, że krakowski Rynek jest na pewno tym największym w całej Europie. Hmmm…. czy aby na pewno? Zanim sobie na to pytanie odpowiemy, musimy sobie uświadomić, że rynki różnych miast nie zawsze mają kształt kwadratu, ani nawet nie prostokąta. Mamy tu szerokie spektrum możliwości i często w takich właśnie mniej oczywistych kształtach, ukryta jest spora powierzchnia danego placu. 

Niestety wnioski, jakie wynikają z twardych danych, nie będą dla krakusów miłe. Nie możemy mieć w Krakowie największego rynku Europy, skoro nie jest on nawet… największy w Polsce! Tak, tak. Tutaj rekord absolutny należy do mazurskiego Olecka. Tamtejszy rynek ma nieregularny, trapezowaty kształt o wymiarach: 265 x 215 x 228 x 225 m. Natomiast powierzchnia tegoż placu jest 1,5 ha większa od rynku krakowskiego. Jest to smutne, ale cóż zrobić? I to w dodatku nie koniec. Przebija nas nawet pewna… wieś. Konkretnie Latowicz w okolicach Mińska Mazowieckiego. Tamtejszy rynek mierzy sobie dumne 250 x 180 m. I co takim zrobić? Na swoje usprawiedliwienie, mieszkańcy Latowicza mogą mieć jedynie to, iż plac wytyczano jako rynek miejski – aż do czasów represji po powstaniu styczniowym miejscowość ta była miastem.

Także rynek w Pułtusku posiada pierzeję dwukrotnie (!) dłuższą od rynku w Krakowie – 400 metrów. Na szczęście pozostałe dwa boki są znacznie krótsze. W efekcie główny plac Pułtuska ma taki długaśny, kiszkowaty kształt. Również rynek wrocławski jest tylko symbolicznie mniejszy od „naszego” i razem z nim należy do elitarnego grona największych rynków Europy. 

Ale nie trzeba szukać aż tak daleko. Przecież plac rynkowy dawnego miasta Kazimierz mierzył sobie 180 x 180 m. Oczywiście, dzisiejszy plac Wolnica jest jego marnym wspomnieniem więc nie zaliczamy. Podobnie było z rynkiem Kleparza. Przecież jego dawna powierzchnia to połączony obszar dzisiejszego Rynku Kleparskiego i placu Matejki!

Niestety więc, obiegowe określanie Rynku Głównego mianem „największego” to mit. Do napisania tekstu na ten temat przymierzałem się od dawna, ale jakoś nie mogłem się zebrać. Nie chcieliśmy tego mitu obalać…

Trudno, stało się. Tym niemniej obwieszczam oficjalnie, że dalej będę w żywe oczy kłamał turystom, że to właśnie nasz, krakowski jest jedyny, wyjątkowy, największy. No…może tym spoza Olecka.

Od kiedy Rynek Główny jest… Rynkiem Głównym?

Najczęstsze bodaj pytanie, zadawane przez przygodnych turystów w Krakowie brzmi: „Którędy na Stary Rynek”? Rzecz jasna, nie sposób w takim przypadku traktować danych turystów poważnie. „Starego Rynku” mogą sobie poszukać np. w Poznaniu. Rynek w Krakowie nosi nazwę „Główny”, czyli ten pryncypialny, najważniejszy. Ale po kolei.

Rynek nawet gdy był już rynkiem Krakowa, to nie do końca był placem… Absurd? Po prostu – przed wiekami był tak gęsto zabudowany, że nie do końca zdawano sobie sprawę z tego, że jest placem. Ratusz, spichlerz, Sukiennice, kościół św. Wojciecha, Wielka i Mała Waga, odwach, postrzygalnia, dziesiątki kramów, skutecznie wypełniały całą powierzchnię, nie zostawiając kawałka wolnej przestrzeni. Był to właściwie kwartał mniej lub bardziej zwartej zabudowy, tyle że zamiast budynków mieszkalnych, stały tu obiekty użytkowe. Przecież nawet samo określenie „rynek” wywodzi się od słowa „ring” – koło, pierścień, oznaczającego obwodnicę – ulicę, która biegła wokół całkowicie zabudowanego placu głównego i była jedynym sensownym ciągiem komunikacyjnym. 

Właściwie dopiero XIX-wieczne wyburzenia zdecydowanej większości (!) zabudowy, uczyniły Rynek placem – salonem miasta, nigdy wcześniej nie ziejącym taką pustką. Sami krakowianie wówczas uzmysłowili sobie rozmiar i skalę Rynku oraz fakt, że najprawdopodobniej jest on czymś wyjątkowym w Polsce, a może i w Europie. „Podobno się już na to zgadzają wszyscy, że nie masz w żadnem europejskim mieście przyjemniejszego widoku nad rynek nasz krakowski (…) pięknymi gmachami ozdobiony, a nade wszystko obszerny, że do 20000 ludzi pomieścić może; czystością powietrza, nader wesołym położeniem, zachwyca, wabi i zastanawia”– pisał w 1820 roku redaktor „Pszczółki Krakowskiej” (taka ówczesna gazeta), Konstanty Majeranowski. Poza tą „czystością powietrza” można się z tym opisem zasadniczo zgodzić i dziś.

A sama nazwa „Rynek Główny” jest stosunkowo młoda, ma nieco ponad sto lat. Zdaje się, że pierwszy raz użyto jej w roku 1900, w każdym razie oficjalnie jest stosowana od 1910. Data ta nieprzypadkowa zresztą – jest to okres rozszerzenia granic miasta, w ramach projektu Wielkiego Krakowa. Po przyłączeniu do grodu Kraka szeregu mniejszych gmin i miejscowości (z własnymi ryneczkami), należało jakoś wyróżnić ten rynek „najgłówniejszy”. 

Dodatkowo od 1882 roku, poszczególne pierzeje Rynku pooznaczano literami od A do H. Przy czym w zasadzie i tak używa się tego systemu jedynie wobec słynnej linii A-B (od Floriańskiej do Sławkowskiej). Ja sam nawet nie pamiętam, która strona Rynku to która. Dopiero niedawno ze zgrozą uświadomiłem sobie, że ten „alfabet” biegnie dokładnie… odwrotnie w stosunku do numeracji budynków. Dlaczego tak? Nikt nie wie. 

Po więcej ciekawostek zapraszamy na nasz blog! 🙂

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *