Planty - historia

Planty – historia

Planty – jaka jest ich historia? Każdy sukces ma wielu ojców – ta odwieczna prawda potwierdza się również w przypadku naszych poczciwych Plant. Bo kto i kiedy tak naprawdę wykreował zieloną obwodnicę wokół starego Krakowa? Albo co z Plantami ma wspólnego „totolotek”?

Planty – kto je założył (według pomników)?

W przypadku Plant (a więc zabytku pozornie dobrze poznanego) ani twórca, ani bezwzględna data ich utworzenia nie są wcale takie oczywiste. Nawet wielu krakowianom Planty kojarzą się z jedną osobą – mianowicie z Florianem Straszewskim. Straszewski nie tylko dorobił się ulicy swego imienia biegnącej wzdłuż Plant. Doczekał się na tychże Plantach również własnego pomnika – i to jako pierwsza osoba w ogóle! A więc twórca Plant czy… może jednak niekoniecznie? Narrację o decydującej roli Straszewskiego powiela dziś wiele informatorów czy przewodników po Krakowie. I nie mam nic przeciwko temu wielmoży (miał tytuł szlachecki), ale przecież sukces Plant przypisują sobie też inni – np. Stanisław Wodzicki, prezes Senatu Wolnego Miasta Krakowa. Ów Wodzicki sam siebie chętnie opisywał jako pomysłodawcę idei zielonego bulwaru wokół miasta. Owszem, był to jegomość rozmiłowany w botanice, ale jego roszczenia są jednak w tym przypadku bezpodstawne.

Kto tak naprawdę wymyślił Planty?

I tak oto Straszewskiego upamiętnili potomni, Wodzicki upamiętniał się sam, a tymczasem ojcem-założycielem Plant był jeszcze ktoś inny. Tym kimś był najprawdopodobniej profesor Feliks Radwański starszy. Dokładnie ten sam, któremu zawdzięczamy ocalenie ostatniego fragmentu murów obronnych. To on jako pierwszy na serio rzucił hasło zagospodarowania rumowiska po dawnej fosie i urządzenia tam swoistej promenady. I to on (jako zawodowy architekt) przygotował szczegółowy projekt owych „przechadzek”. Wodzicki zaś – jako czynnik decyzyjny – zdołał doprowadzić do realizacji tej idei. Ale i sam Radwański zainspirował się zapewne… jeszcze starszym pomysłem! Konkretnie austriackim, z czasów jeszcze przed utworzeniem Wolnego Miasta. I rzeczywiście, gdzieś tam w źródłach przewija się enigmatyczna wzmianka z 1808 roku, o pomyśle na urządzenie zielenią obszaru po wyburzonych murach. Czyżbyśmy Planty mieli zawdzięczać jednak Austriakom?

Florian Straszewski – czym zasłużył się w historii Plant?

Dobrze, a co zatem ze wspomnianym na początku Straszewskim? Jego możemy śmiało uznać za współtwórcę Plant. Nie wymyślił ich wprawdzie, ale był za to perfekcyjnym realizatorem tego pomysłu. Jako że środki publiczne na urządzenie parku kapały widocznie – jak zresztą przystało na Kraków – dość oszczędnie, Straszewski podjął się zasilenia plantowego budżetu dodatkowym groszem. I to całkiem solidnym, pochodzącym ze specjalnej fundacji. Był bowiem nasz bohater dzierżawcą niezwykle dochodowej loterii miejskiej, takiego ówczesnego „totolotka”. Dzierżawę zaś wygrał w profesjonalnym postępowaniu przetargowym, zostając monopolistą w tej dziedzinie. A jak taka „loterya liczbowa krakowska” wyglądała?

Krakowski „totolotek”

Siedziba przedsięwzięcia mieściła się w kamienicy Hetmańskiej. Znajdował się tam specjalny bęben, a w nim było sto numerowanych kul, z których wybierano pięć. Na fasadzie kamienicy umocowano wielkich rozmiarów drewniany herb Krakowa. W jego dolnej części przygotowano specjalne otwory, do których wkładano kule z wylosowanym pięcioma „szczęśliwymi” numerkami. Losowanie organizowano zawsze w środy. Wszystko odbywało się w atmosferze widowiska ściągającego tłumy – zarówno graczy, jak i zwykłych gapiów.

Loteria wywoływała w niedużym Krakowie wielkie emocje. Ambroży Grabowski – pierwszy krakauerolog – pisał o Straszewskim: „Stawki wpływały mu ogromne co tydzień, ludzie ubodzy rujnowali się, (…) wszyscy tracili, a on zyskiwał krocie, w czem go wcale winować nie można, bo jeśli nie on, tedy kto inny byłby tę krowę doił.” Szczególnym zamiłowaniem do hazardu charakteryzowały się niższe warstwy społeczeństwa – robotnicy, służba. Obstawiali każde losowanie, aż „w kieszeniach hołoty już się pokazały pustki”. Dochód z dzierżawy przeznaczał Straszewski właśnie na rozwój Plant, często bezpośrednio wręczając dodatkowe pieniądze robotnikom, byle tylko szybciej pracowali (doglądał robót przy Plantach podobno codziennie przez 20 lat…). Pytanie zatem, czy dla Plant bardziej zasłużył się Straszewski, czy właśnie owa loteryjna „hołota”?

Kiedy założono Planty?

Sama data założenia Plant też bywa dyskusyjna. W ogólnych opracowaniach najczęściej pojawia się rok 1820, ale podobno pierwsze prace toczyły się już wcześniej. Doprawdy, więcej pytań, niż odpowiedzi. I co to w ogóle znaczy: „rok założenia”? Moment podjęcia decyzji? Posadzenie pierwszego drzewa? Ostatniego? To przecież nie było rozwinięcie gotowej murawy, niczym na stadionie! Projekty tego typu realizuje się przez długie lata. Tym niemniej powolutku, w miejscu podmokłego gruzowiska, wykreował się spacerowy bulwar – bo tym pierwotnie były Planty.

Jak na początku ozdabiano Planty?

Ciężko dziś nam to sobie wyobrazić, ale przez pierwsze lata praktycznie nie było tam drzew – zanim one urosły, musiał być to przecież niepozorny młodnik! W dodatku rosnąć wcale nie chciały, gdyż pod cienką warstwą gruntu zalegały tony cegieł i kamieni ze zburzonych murów. Trzeba było nadsypywać obszar Plant dodatkowo przywiezioną ziemią. Element ozdobny stanowiły porozstawiane w wielu zakamarkach okazałe kamienne kule – podobne wydobyte gdzieś z wawelskich podziemi. Znalazło się nawet miejsce na niewielki kopiec. Barierki i latarnie malowano pierwotnie w kolorze miejskim – a więc na niebiesko. Spacerowicze siedzieli na kamiennych ławach, a wodę do podlewania zieleni rozwożono beczkowozami zaprzężonymi w… osiołki.

Czego zakazywano na Plantach w XIX wieku?

Niestety już w 1834 roku stanowczo zakazano wypasania na Plantach bydła. Nie poprzestano jednak na tym i z czasem wprowadzano dalsze, równie przykre obostrzenia. Od 1856 nie wolno było już po parku jeździć konno, o czym potencjalnie zainteresowanych informowały stosowne tablice. Dużo już później, zakazano nawet zbierania na Plantach kasztanów! Otóż koncesję na ich zbieranie wywalczyła sobie pewna prywatna firma – służyły one potem do wyrobu popularnych i cenionych zabawek.

Mimo tych niedogodności, krakowianie byli naprawdę bardzo dumni z Plant. Ciężko uwierzyć, ale wcześniej nie było w naszym mieście miejsca, gdzie można było przejść się na spacer w zieleni i po prostu posiedzieć na ławce. Planty to była zupełnie nowa jakość! I jedna z najbardziej udanych inwestycji w historii Krakowa.

Ciekawy Krakowa Maciej pozdrawia!

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.