Kościoły Kraków - Franciszkanie.

Na co Kraków ma tyle kościołów?

Kościoły i Kraków. To nie są synonimy… Chociaż? Kościołów w Krakowie jest masa. Szczególnie w ścisłym centrum. Każdy z nich ma swoją historię, swój powód powstania. Dlaczego powstawały jeden obok drugiego?

Czasami można spotkać się z powyższym pytaniem. Zadają je oczywiście turyści, zafrapowani niemałą ilością przybytków bożych, na jakie można natrafić w Krakowie. Szczególnie w centrum miasta, czyli przy Rynku i w jego okolicach. Faktycznie. Kościół stoi tu obok kościoła, mniejszy obok większego, kolejny po drugiej stronie ulicy, a za rogiem jeszcze klasztor. To wszystko fajne, dziś już zabytkowe, więc cieszy oczy fasadami zdobnymi w figury świętych, smukłymi wieżyczkami, malowanymi i suto złoconymi wnętrzami. Utrzymanie i należyta konserwacja tych obiektów kosztuje grube miliony, ale to w końcu nasza duma i dziedzictwo, a – jak wiadomo – od przybytku głowa nie boli. Potwierdzą nam to w miastach, które miały mniej od Krakowa szczęścia, np. w czasie ostatniej wojny. Jednak nie wyjaśnia nam to w żaden sposób, czy taka ilość świątyń jest (była) rzeczywiście potrzebna.

Kościół stoi tu obok kościoła, mniejszy obok większego, kolejny po drugiej stronie ulicy, a za rogiem jeszcze klasztor.

Ile kościołów widać z Placu wszystkich świętych?

Dla zilustrowania sytuacji, przejdźmy się na przykład na ulicę Grodzką, na wysokości placu Wszystkich Świętych. Co my tu mamy? W kierunku Wawelu widzimy kościół św. Andrzeja, a w tle kościół bernardynów. Jeśli się uprzemy, dostrzeżemy jeszcze może prezbiterium kościółka św. Idziego. Są też obiekty, których z tego miejsca nie widzimy – kościół św. św. Piotra i Pawła, oraz kościół św. Marcina. Wszystkie obok siebie, choć trochę „schowane”.

Patrząc w kierunku Rynku możemy – przy odrobinie dobrej woli – dostrzec fragment kościoła św. Wojciecha. No dobrze, trochę to karkołomne, ale on tam na pewno jest. O kościele Mariackim nawet nie będziemy wspominać.
Dodatkowo, po bokach widzimy jeszcze okazałe kompleksy kościelno-klasztorne: franciszkanów i dominikanów. To nie wszystko jednak.

Kościoły Kraków - Dominikanie
Kościół Dominikanów w Krakowie

Są jeszcze boczne uliczki – ale położone w bezpośrednim sąsiedztwie. I tak oto na Poselskiej odkrywamy jeszcze kościół bernardynek. Na tym jednak wciąż nie koniec. Tych kościołów jest dziś bowiem i tak mniej niż kiedyś (cały czas mówimy tylko o ulicy Grodzkiej i jej najbliższym sąsiedztwie). Tak więc: na placyku św. Marii Magdaleny stał niegdyś kościół pod tym właśnie wezwaniem. Na rogu ulic Grodzkiej i Poselskiej funkcjonował przed wiekami kościół św. Piotra (nie mylić z kościołem św. św. Piotra i Pawła – dużo późniejszym i stojącym jednak trochę dalej). Dziś jest to kamienica Grodzka 38 zwana „Pod Elefanty”. Na samym placu, przy którym wciąż stoimy, istniał jeszcze prastary kościół Wszystkich Świętych. A przecież i to nie wszystko. Kompleks Muzeum Archeologicznego przy ulicach Poselskiej i Senackiej to nic innego jak dawny klasztor karmelitów bosych, wraz z kościołem św. Michała.

Bilans wygląda tak: w szczytowym okresie (a więc przed wyburzeniami XVIII-XIX wieku), idąc ulicą Grodzką napotykamy 9 kościołów, oraz dodatkowo 2 w ulicy Poselskiej. Ponadto wylot Grodzkiej na Rynek zamyka św. Wojciech (jego nie wliczaliśmy!), a drugiej strony (już poza dawnymi murami) kościół bernardynów. O sakralnej zabudowie samego wzgórza wawelskiego nawet nie śmiemy wspominać.  Przypadek ulicy Grodzkiej jest chyba przykładem ekstremalnym, bodaj w żadnym innym miejscu Krakowa nie było obok siebie aż tylu świątyń. W jakiejś jednak mierze daje nam to obraz tego, oczy mówimy. Wróćmy więc do pytania: po co? Po co to wszystko?

W szczytowym okresie (a więc przed wyburzeniami XVIII-XIX wieku), idąc ulicą Grodzką napotykamy 9 kościołów, oraz dodatkowo 2 w ulicy Poselskiej.

Po co tyle kościołów?

By odpowiedzieć na to pytanie, ponownie przejdźmy się Grodzką – już współczesną tym razem. Knajpa obok knajpy, lody obok lodów. Restauracja przy restauracji, od Poselskiej następne. Jubilerzy naprzeciw siebie. Na Floriańskiej McDonald sąsiaduje z KFC. W nieodległej galerii handlowej Adidas, Puma i Nike walczą o tego samego klienta. Ich pracownicy w zasadzie mogą ze sobą porozmawiać, gdyż wszelkie tego typu przybytki są zlokalizowane mniej więcej obok siebie. I co? To nas nie dziwi? Normalne? Każdy rozsądny człowiek szybko rzuci ciętą ripostą – a co ma piernik do wiatraka? Każdy taki biznes jest niezależny, chce zarabiać i otwiera swoje lokale tam, gdzie znajdzie najwięcej klientów. Interesy te funkcjonują w jednym miejscu, ale przecież każdy należy (z reguły) do kogoś innego. Nastawiony jest na siebie. Walczy o swój sukces, nie patrzy na drugiego (o ile oczywiście jest to możliwe). Otóż to…

W dawnych wiekach krakowianie (i nie tylko oni zresztą) mieli troszkę inne priorytety. Życie nie koncentrowało się w galeriach handlowych, lecz w kościołach właśnie. Szczególnie w średniowieczu wiara była praktycznie wszystkim dla ówczesnych ludzi. Kościoły były miejscami modlitwy, ale toczyło się w nich też bardziej przyziemne życie. Towarzyskie, społeczne, nierzadko polityczne ( z braku innych obiektów, w świątyniach odbywały się np. sejmiki ziemskie, słynące zresztą z pijaństwa i bijatyk). I tą oto zawiłą drogą kroczymy pomału do wyjaśnienia problemu.

Życie nie koncentrowało się w galeriach handlowych, lecz w kościołach.

Dziś ta ilość obiektów sakralnych może sprawiać chaotyczne wrażenie. Nastawiali ich bez ładu i składu. Każdy kościół miał jakieś swoje „zadanie” do wypełnienia. Za każdym z nich kryje się jakaś konkretna historia. Każdy był fundowany przez kogoś innego i w innym celu. Jakim na przykład? Nie zawsze jest to dzisiaj dla nas czytelne. Naukowcy starają się odszyfrowywać zapomniane dzieje początków różnych świątyń, gdyż ma to fundamentalne znaczenie dla poznania historii całego Krakowa. Prace archeologiczne, analiza i porównywanie dokumentów trwają cały czas. Dzieje naszego miasta kryją jeszcze wiele tajemnic. Co jednak wiemy?

Kościoły możnowładców

Kościoły fundowano w różnych celach. Katedra wawelska była od zawsze świątynią dworską. Służyła ludziom na szczycie hierarchii – biskupom i władcom, niezależnie od tego kto nim aktualnie był. Dla pomniejszych nieco możnowładców – ale wciąż członków elity – przeznaczone były inne wawelskie kościoły, czy chociażby kościół św. Andrzeja, wybudowany jako kościół „rodowy”, przez mającego rozległe aspiracje palatyna Sieciecha. Obiekt ten miał być manifestacją potęgi Sieciecha oraz jego rodu. I był! Kościołów rodowych (szczególnie w średniowieczu) powstało zresztą więcej.

kościoły mieszczańskie

Osobnym celom służyły kościoły, powiedzmy mieszczańskie. Takie jak duma krakowian – kościół Mariacki, przepyszna fara miejska, czyli główny kościół parafialny (TUTAJ tekst co i jak można tam zobaczyć). Główny, ale nie jedyny. Świątynie parafialne to w ogóle osobna kategoria. Kategoria bardzo ważna, gdyż to były często kościoły najbliższe dla szarego człowieka, nierzadko pełniące też swego rodzaju funkcje „urzędu”. W księgach parafialnych zapisane było nieraz całe życie jej członków – chrzciny, zgony, małżeństwa. Urzędów stanu cywilnego jeszcze wtedy nie znano! Dla badaczy księgi takie to kopalnia informacji. Pamiętajmy też, że nawet lokacyjny Kraków „skomasował” w sobie kilka starszych osad, wiele z nich posiadało swój „własny” kościółek. Siłą rzeczy weszły one w skład nowo założonego miasta, wzbogacając jego substancję kościelną.

kościoły klasztorne

Zupełnie inny rozdział to kościoły klasztorne. Oczywiście funkcjonowały one jako normalne, ogólnodostępne świątynie (może z paroma wyjątkami, jak np. kameduli na Bielanach), jednak przede wszystkim służyły one zakonnikom. Dla nich były budowane. Mało tego. Regułą było, iż kościół klasztorny nie powinien wręcz dodatkowo pełnić funkcji parafialnych. Co więc zrobić? Ano stawiano w tym celu obok siebie dwa osobne kościoły. To dlatego klasztorny kościół norbertanek stoi obok parafialnego Najświętszego Salwatora. Klasztor cystersów w Mogile przekazał funkcje parafii drewnianemu kościółkowi św. Bartłomieja. W sąsiedztwie klasztoru paulinów na Skałce funkcjonował (nieistniejący już) kościół św. Zofii. U stóp opactwa w Tyńcu, rolę parafii spełniał (też już zburzony) kościół św. Andrzeja… Jednym z nielicznych wyjątków był kościół Bożego Ciała. Była to zarówno świątynia parafialna (fara miasta Kazimierz), jak i klasztorna (kanonicy regularni zw. Laterańskimi). To jednak raczej rzadkość.

Zresztą same zakony przyciągały się do siebie nawzajem. Znana jest przed wiekami rywalizacja franciszkanów i dominikanów. Gdzie osiedlali się jedni, tam zaraz przybywali też drudzy. Walczyli o tego samego „klienta”, młodego, dynamicznego, przeważnie „ z wielkich miast”. W tychże miastach osiedlali się nierzadko tuż obok siebie. Przykład? Kraków. Z czasem dominikanie krakowscy skupili się bardziej na magnaterii (Lubomirscy, Sobiescy, Myszkowscy), zaś franciszkanie nastawieni byli raczej na mieszczan. Później na podobnej trochę zasadzie, działali zwalczający się jezuici i pijarzy (tych pierwszych zresztą to w sumie nikt nie lubił).

Kościoły Kraków - Bernardyni
Kościół Bernardynów w Krakowie

A skoro przybyli do Krakowa dajmy na to franciszkanie, to gdy ulegli oni podziałom, ich nowe „gałęzie” też postanawiały się tu osiedlić (np. bernardyni i reformaci). Jak karmelici trzewiczkowi, to za nimi karmelici bosi. Skoro karmelici, to dlaczego nie karmelitanki? Tak to działało. Zresztą każdy zakon miał swój status i jakąś inną misję do wypełnienia. A skoro hojnych mecenasów i darczyńców nie brakowało…Niektóre zakony pobudowały sobie po kilka aż klasztorów w mieście. Te zaś, zlokalizowane poza murami, pragnęły dla bezpieczeństwa mieć także „filie” w obrębie Krakowa. I tak oto np. siostry norbertanki ze Zwierzyńca, wznoszą dla siebie kościół św. Norberta przy ulicy Wiślnej. Karmelici z Garbar lokują swój „oddział” na Szpitalnej, przy kościółku św. Tomasza. Itp. Itd…

świątynie cmentarne

Były też świątynie o jeszcze innych funkcjach. Choćby cmentarne. W Krakowie i tak nie powstało ich zbyt wiele – wymienić tu można np. kościoły: św. Gertrudy, św. Piotra Małego na Garbarach (oba nieistniejące), św. Barbary u stóp bazyliki Mariackiej (prawdopodobnie dawna kaplica cmentarna, na co zresztą wskazuje jej wezwanie  – św. Barbara to patronka dobrej śmierci). Być może właśnie w tym celu w sąsiedztwie norbertanek powstał jeszcze trzeci kościół – św. Małgorzaty. Gwoli ścisłości cmentarze funkcjonowały przy większości dawnych kościołów.

sanktuaria

Osobno wymienić można kościoły pielgrzymkowe – sanktuaria. Budowano je w miejscach kultu jakiegoś świętego, cudownego wizerunku, czy też tam gdzie doszło do jakichś niezwykłych zjawisk, np. objawień. Potężna świątynia św. Anny, czy kościół na Skałce powstały w dobie baroku na miejscu wcześniejszych (znacznie mniejszych) tylko po to, by pomieścić więcej pielgrzymów i stanowić odpowiednio godną oprawę dla kultu tamtejszych świętych.

kościoły szpitalne

A gdzie kościoły szpitalne? Ciekawy przykład to (dawny) zespół klasztorno –szpitalny bożogrobców z kościołem św. Jadwigi na Stradomiu. Obiekt ten skupiał w sobie obie te funkcje, ale już w przypadku zakonu duchaków postąpiono inaczej. Na ten rozległy kompleks składały się osobno: kościół św. Krzyża (parafialny) i (szpitalno-klasztorny) kościół św. Ducha. Na upartego można tu doliczyć jeszcze dodatkowo kaplicę św. Rocha, wydzieloną dla scholarów.

Uff… Widzimy więc, że kwestie te są bardziej skomplikowane niż się to mogło wydawać. Kościoły były fundowane i budowane niezależnie od siebie. Nie miało znaczenia że jeden stoi obok kolejnego. Dla kogoś fundacja takiego obiektu mogła być dziełem (i podsumowaniem) jego życia i tylko to go interesowało. Albowiem jak inaczej przypodobać się Bogu? Szczególnie, gdy za życia się nagrzeszyło…

kościoły pokutne

Wiele indywidualnych fundacji sakralnych to właśnie tzw. ekspiacje, czyli kościoły pokutne. Stawiano je by przebłagać Najwyższego i odkupić swoje winy. Czyż nie taka genezę przypisuje się choćby monumentalnemu kościołowi św. Katarzyny? Pieniądze na jego budowę łożył król Kazimierz Wielki, bynajmniej nie mający przydomka „święty”. Ciekawe swoją drogą co na sumieniu miał  XII-wieczny możnowładca Piotr DuninWłast, któremu (niepotwierdzona) tradycja przypisuje ufundowanie aż…77 kościołów? Jednym z nich ma być krakowski kościółek św. Jana.

kościoły dziękczynne

Jeszcze inne były kościoły dziękczynne – stawiane w podzięce, jako wotum za ocalenie z opresji, uzdrowienie, sukces militarny czy narodziny długo oczekiwanego potomka (np. kościół św. Idziego). Oczywiście nie każdego było stać by od razu postawić świątynię w jakiejś intencji. Zawsze można było wtedy jednak ofiarować na te potrzeby jakąś nieruchomość, czy plac pod budowę. Nieco mniej zamożni fundowali np. jedynie kaplice, dobudowywane do już istniejących kościołów. Wciąż za drogo? Proszę bardzo – może być tylko sam choćby ołtarz. Albo święty obraz do ołtarza. Cokolwiek. W ostateczności ofiarowywano świątyniom różne prywatne, indywidualne wota, krzyżyki, różańce, obrazki.
We wspomnianym kościółku św. Jana od niepamiętnych czasów wiszą kajdany, zawieszone tu przez kogoś kto ocalał z tureckiej, czy tatarskiej niewoli. Stare świątynie Krakowa wypełnione są takimi pamiątkami zaś intencje, w których powstały, pozostają przeważnie tajemnicą między ofiarodawcą a Bogiem.

Mamy nadzieję, że ten tekst troszkę rozjaśnił (a nie dodatkowo skomplikował) sprawy związane z tak dużą ilością starych kościołów w Krakowie. Jest to tylko bardzo ogólne zarysowanie problemu, szczegółowo tematem tym zajmują się specjaliści. Czy rzeczywiście Kraków miał aż tak dużo świątyń? Sporo, ale sam był też przecież dużym miastem, niemało więc też było „owieczek”, oraz potencjalnych intencji w budowaniu kolejnych obiektów. W stolicy swoją reprezentację chciał też mieć oczywiście każdy zakon. I tak to się kręciło… Inne miasta miały z reguły trochę mniej kościołów („przedstołeczna” Warszawa, Poznań, Lublin, Gdańsk), ale już w takim Lwowie czy (średniowiecznym) Wrocławiu ilość obiektów sakralnych była zbliżona, a Wilno było chyba nawet mocniej jeszcze nasycone kościołami niż Kraków.

Określenie że gdyby nie było Rzymu, „tedy by Kraków był Rzymem” ma więc jakieś uzasadnienie, ale do Rzymu to nam daleko – nawet uwzględniając kościoły dziś już nieistniejące. Zapraszamy więc na wędrówkę po krakowskich kościołach, szlakiem ich fundatorów, monarchów, grzeszników, zwykłych ludzi… Amen.


2 thoughts on “Na co Kraków ma tyle kościołów?”

  1. Bardzo przyjemny i interesujący tekst! Tarfne porównanie z tymi współczesnymi knajpkami 😉 Zapałałam ochotą pozwiedzania tych wszystkich kościołów – dziękuję za to!

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *