Mit o czakramie w XXI wieku

Mit o czakramie? Ostatnia faza kreacji miejskiej legendy „czakramu wawelskiego” nastąpiła już w XXI wieku, gdy modne stało się tzw. turbosłowiaństwo. Pseudo-naukowy mit rzekomego imperium lechickiego, okraszając „czarodziejski kamień” wszelkiej maści teoriami spiskowymi…

Poprzednie teksty o czakramie:

Początki legendy
Odwiedziny pierwszych Hindusów
Centrum magnetyczne
Kamień mocy

Współczesne teorie o czakramie

Wówczas to do czakramu – tak, jak na początku historii tej legendy, 100 lat temu – zaczęto dopisywać rzekomą świątynię lechicką. Podpinając go pod kulty słowiańskich bogów i nadając mu wydźwięk nacjonalistyczny, a nawet rasistowski. W ten sposób, obecnie, czakramizm oddryfował z klasycznego ezoteryzmu w kierunku neopogańskiego szowinizmu i antysemityzmu. Nasiąkając jak gąbka wszystkimi możliwymi teoriami spiskowymi… że „germano-papiści ukrywają czakram pod ołowianymi płytami”, że „Żydzi wydrążyli tam studnie do drenowania mocy do ich kabalistycznych rytuałów”, że „zamek to dzieło niemieckich okupantów Lechii i trzeba go zburzyć, żeby odbudować na czakramie chram Peruna”, że „wirusa nie ma, bo to kłamstwo masonów, żeby zakazać dostępu do czakramu”… W spiskowych dysputach pod ścianą pojawiają się dziś – obok, obowiązkowych „Żydów i masonów” – także kosmici, demony, reptalianie, szczepionki z czipami, 5G… Ale to zwykle głosy indywidualne. Czakramizm zaczął jednak się organizować!

Towarzystwo Miłośników Czakramu Wawelskiego

Wokół jednego z guru czakramizmu, Andrzeja Nikodemowicza, zgromadzili się najzagorzalsi wyznawcy czakramu. Założyli Towarzystwo Miłośników Czakramu Wawelskiego – i, de facto, stworzyli coś na kształt sekty. Przez lata walczyli ze „spiskiem” uniemożliwiającym im dostęp do „świętego kamienia”. Gdy w 2020 nowa dyrekcja postanowiła udostępnić salę z reliktami kościoła św. Gereona dla zwiedzających, Nikodemowicz odtrąbił swój triumf – że to on to „załatwił”, „wywalczył”; że „zwyciężył” i to wszystko jego zasługa. W końcu, nawet zbierał podpisy pod specjalną petycją w tej sprawie…

Czakramiści katolicy

Co ciekawe, wśród czakramistów występują nawet gorliwi „katolicy”. W tym, księża i zakonnice – rozpowiadający, że czakram zesłał Bóg a papież Jan Paweł II rzekomo się modlił/medytował przy czakramie. W rzeczywistości odprawiał mszę w zupełnie innym miejscu: w krypcie św. Leonarda, która leży pod zachodnią częścią katedry.

Badania czakramu

Kilkukrotnie czakramiści próbowali „udowodnić” istnienie energii czakramu. Sprowadzając – czy to naiwnych, czy to „nawiedzonych” – pracowników różnych uniwersytetów, aby zmierzyli tę energię… I oczywiście, niczego nadzwyczajnego nie wykrywali. Żadnych mierzalnych anomalii magnetycznych czy grawitacyjnych, a najsilniejszym źródłem promieniowania elektromagnetycznego w tym rejonie jest stacja transformatorowa w piwnicach pałacu. Domorośli badacze, przychodzący z ręcznymi wykrywaczami, cieszą się, że te silnie reagują na ścianie! Biegną w niej bowiem przewody elektryczne, a za nią, w sąsiedniej bagażowni, jest skrzynka rozdzielcza. I tyle.

A może meteoryt?

Jeden z pracowników AGH twierdzi nawet – próbując nieudolnie racjonalizować mit – że owym „kamieniem” jest meteoryt. Rzekomo leży kilometr pod ziemią. Choć żadne badania nie wskazywały na jakąkolwiek anomalię geologiczną. A już po kraterze uderzeniowym najmniejszych śladów – tektytów, kwarcu szokowego czy astroblemu – w Krakowie nie ma!

Ametysty?

Opowieści o wyrastających ze skały, pod wpływem „promieniowania czakramu” kryształach „królewskich” ametystów również są wyssane z palca. Ametysty powstają w skałach wulkanicznych, w procesach geotermalnych, a Wawel zbudowany jest ze skał osadowych, wapieni jurajskich – i nawet zwykłych źródeł na nim nie ma, a co dopiero geotermalnych. Ale oczywiście czakramiści chwalą się, że „naukofcy zmierzyli, naukofcy potwierdzili”… negując naukę, jednocześnie się nią wycierając ? 

Wahadełko

Inni czakramiści – zadowalający się machaniem wahadełkiem jako dowodem – przeszli już do robienia czakramowego biznesu. Oprowadzają naiwnych turystów, opowiadając im o niestworzonych cudach i spiskach, robią pod ścianą pokazy działania mocy. Niektórzy bawią się w znachorów, badając zdrowie „pacjentów” – czy chorują, czy brakuje im „energii” i powinni się „naładować”. Nawet sprzedając „czakramizowane” talizmany i butelki leczniczej wody, energetyzowanej pod czakramem. Tu prym wiedzie niejaki Mag Aries (alias, Pan Słomkowy Kapelusz), sprzedający za grubą kasę klątwy, uroki, talizmany, horoskopy i lecznicze preparaty – a wszystko, oczywiście, naenergetyzowane urojoną mocą czakramu…

Mit o czakramie i pracownicy zamku?

Czakramizm często uderza też bezpośrednio w pracowników wawelskich. Muszą oni regularnie mierzyć się z atakami ze strony czakramistów. Zwykle to tylko jakieś drobne insynuacje, słowne złośliwości (wyzwiska i pomówienia: że są częścią spisku, że zakazano im mówić „prawdę”, że wszyscy to „agenci i zdrajcy”), ale zdarzają się też jawne groźby i napaści fizyczne: był złamany palec, oplucie a nawet groźby nożem.

Mit o czakramie jest wciąż żywy. Pojawiają się dewastacje: czasami przy drzwiach ktoś rysuje runy albo lechickie swastyki; dawniej, regularnie palili tam świeczki i kadzidła (próg drzwi jest przez to tłusty od wosku i stopionego plastiku). Są tacy, co próbują wydłubywać kawałki kamieni czy tynku na amulety (ściana przy drzwiach dawniej miała wyeksponowany fragment gotyckiego muru, ale czakramiści ubijali młotkami kamienienie na talizmany, więc musiano go otynkować), a od dotykania, przytulania a nawet całowania ściany, ta jest wiecznie wybrudzona i trzeba ją malować co kilka miesięcy. Zorganizowane grupy czakramistów nie raz blokowały wyjście i wejście na schody senatorskie, jak nie stając w drzwiach, to nawet kładąc się na wznak na schodach i protestując, gdy byli z nich przeganiani: bo oni „medytują”; a turyści nie mogą wyjść ani wejść…

Kartka, że czakramu nie ma

Kulminacja tych ataków miała miejsce kilkanaście lat temu, wraz z pojawieniem się na drzwiach do sali z reliktami kościoła św. Gereona kartki informującej, że „czakramu NIE ma”… Niestety, niedowodliwość negatywnych twierdzeń ontologicznych dla wyznawców czakramizmu stała się tylko wodą na ich młyn, podsycając spiskową histerię i dając paliwo do ataków na dyrekcje Wawelu w liberalnych mediach; w imię „wolności wyznania” i perspektyw zarobku na „takiej fajnej legendzie”… No cóż. Jak widać, owa miejska legenda – dziś będąca miksem fake’ów i teorii spiskowych – ma zdecydowanie szkodliwy wpływ na wizerunek Wawelu i Polski. Wielu ludzi przychodzi tam – nawet z zagranicy – tylko po to, żeby postać pod „czarodziejską ścianą” i nasłuchać się od czakramistów fałszywych, agresywnych narracji, jednocześnie zupełnie ignorując prawdziwe cuda, których w Krakowie i na Wawelu jest mnóstwo!

Mit o czakramie czy legenda?

Dlatego nie można się zgodzić z twierdzeniem Michała Rożka, że „z legendami się nie dyskutuje – legendy się opowiada”: są takie legendy, które wymagają dyskusji. A nawet krytyki…

Poprzednie teksty o czakramie:

Początki legendy
Odwiedziny pierwszych Hindusów
Centrum magnetyczne
Kamień mocy

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *