Garbary – dawna jurydyka Krakowa

Garbary, najstarsza i największa jurydyka Krakowa

Dlaczego akurat Garbary? Bo to w zasadzie historycznie pierwsza jurydyka krakowska. W dodatku także największa. Garbary więc, to zachodnie przedmieście dawnego Krakowa, określane jako położone „przed Bramą Szewską”. I może od określeń właśnie zaczniemy. Początkowo bowiem obszar ten zwano „Piaskiem” (do dziś mówi się bezwiednie: kościół karmelitów na Piasku). Faktycznie były to piaszczyste, nieurodzajne rejony. Skąd ten piach? Ano oczywiście naniesiony przez Wisłę, która tak się składa, że przed wiekami płynęła sobie całkiem niedaleko stąd. I dopiero później, na terenie przedmieścia Piasek, założono jurydykę Garbary. A więc coś jak utworzenie miasta Kazimierz na terenie wsi Bawół. Obszar ten został nabyty przez władze Krakowa (za 100 grzywien) w 1363 roku. Pomimo położenia poza murami – został w ten sposób podporządkowany ówczesnej stolicy. By zaakcentować pewną niezależność tego terenu, Garbary otrzymały własny samorząd, choć powoływany przez krakowskich radnych. 

Po co ten teren był potrzebny miastu?

Skoro już wiemy, iż był to rejon raczej nieurodzajny, to po co był miastu potrzebny? I tu znów wróćmy do kwestii nazewnictwa – Garbary, to nazwa osady typowo służebnej, a więc takiej, której mieszkańcy zajmowali się bardzo konkretną działalnością; w większości wykonywali oni jeden, wspólny dla wszystkich zawód (stąd nazwy wiosek typu: Bartodzieje, Bobrowniki, Grotniki, Jadowniki, Łagiewniki, Mydlniki, Sokolniki, Winiary itp.). Osadę Garbary zajmowali więc w znacznej mierze garbarze, czyli osobnicy (z grubsza) zajmujący się wyprawianiem zwierzęcych skór. Już nie wchodząc w szczegóły, skóra należała wówczas do absolutnie podstawowych materiałów, ich rola w życiu miasta była więc znaczna (bynajmniej nie przypadkowo mamy w pobliżu ulicę Szewską). Ale nie oni jedni zamieszkiwali tą jurydykę.

Nazwy ulic – podpowiedzią

Przyjrzyjmy się nazwom tutejszych ulic; współczesnym nazwom, ale odwołującym się do przeszłości tego miejsca (jak wręcz mało gdzie w Krakowie): Garbarska, Garncarska, Krupnicza, Dolnych Młynów. Określenia te świadczą jednoznacznie o profesji osób niegdyś tu mieszkających. Liczne młyny (w tym te mielące kaszę, krupy), warsztaty garncarskie, ale też słodownie, browary, topnia srebra, szlifiernia noży, zakłady wytwarzające kafle czy dachówki. A więc już wiemy! Było to po prostu zaplecze przemysłowe dla Krakowa. Na tego typu obiekty nie było miejsca w obrębie murów. W dodatku ich charakter (zwłaszcza branża skórzana, ale nie tylko) miał bardzo niekorzystny wpływ na zdrowie obywateli, z czego już wówczas zdawano sobie poniekąd sprawę. Dlatego starano się lokować takie zakłady na przedmieściach.

Zatrucie?

Ciekawostka: współczesne badania archeologiczne wykazały, że grunt na Garbarach jest po dziś dzień stosunkowo silnie skażony metalami ciężkimi (np. cynkiem i ołowiem), co jest pokłosiem setek lat działalności przemysłowej na tym terenie. Szkodliwe wyziewy i tak zresztą niestety oddziaływały na krakowian. Dominujące wiatry zachodnie, wwiewały je bowiem wprost do miasta (dużo korzystniej pod tym względem została rozlokowana „wschodnia dzielnica przemysłowa”, a więc rzeźnie miejskie na Kotłowem). Było to zatem niegdyś okolica cuchnąca i niezdrowa, a woda systematycznie podtruwana ściekami. A skąd woda?

Była tu woda?

Zwróćmy uwagę na charakter branż tu dominujących – garbarnie, słodownie, młyny, łaźnie. Do tego wszystkiego niezbędna była dostateczna ilość wody. Zapewniało ja sztuczne koryto Rudawy, czyli Młynówka (znów zwracamy uwagę na wiele „mówiącą” nazwę). Rzeka ta, płynęła od Mydlnik, zaopatrywała krakowskie wodociągi i częściowo kończyła swój żywot w fosie miejskiej, gdyż w tym właśnie celu ją tu przekopano. Po drodze jednak przepływała właśnie przez Garbary, stanowiąc podstawę tutejszej gospodarki. Używano jej w celach technicznych (np. garbarnie) oraz jako źródło energii (młyny, rurmus). Ostatnie relikty Młynówki zlikwidowano dopiero po II wojnie światowej, chociaż cierpliwi wypatrzą pewne jej ślady po dziś dzień (pisaliśmy sobie już o tym kiedyś).

Garbary – małe miasteczko

Same Garbary trochę przypominały małe miasteczko –  w sumie chyba najbardziej ze wszystkich jurydyk. Miały swój ryneczek – to jest dzisiejszy, początkowy, szerszy odcinek ulicy Karmelickiej (ten przy Bagateli), zwany dawniej ulicą… Szeroką. Przy ryneczku stał ratusz (właściwie to stoi do dziś – skromny barokowy domek przy Karmelickiej 12). Funkcjonowało tu nawet coś na kształt miejskiej bramy, drewnianej zapewne – ale o tej tajemniczej dziś budowli nic prawie nie wiemy. Istniało tu sporo sadów i ogrodów. Głównym kościołem Garbar był… nie, nie – bynajmniej nie ten karmelicki! Otóż przy dzisiejszej Łobzowskiej istniał kiedyś kościół św. Piotra Małego wraz z cmentarzem – ale było to tak dawno, że już nawet najstarsi krakusi go nie pamiętają. Podlegał zresztą parafii św. Szczepana. Tak jak tutejsze cechy rzemieślnicze podporządkowane (poza jednym) cechom krakowskim. Właściwie to i same Garbary administracyjnie podchodziły pod ówczesne „dzielnice” Krakowa – kwartały: garncarski i sławkowski – mimo położenia poza miastem! Mieszkańcy przedmieścia rozliczali więc swoje PIT-y w Krakowie.

Dawny ratusz Garbar

Zdrada!

Mieszkańcami jurydyki byli przez kilka stuleci etniczni Niemcy. Polacy stanowili tu mniejszość i polonizacja tego obszaru następowała stosunkowo powoli. Garbary były zamożne i ruchliwe, bardziej nawet zaludnione od miasta Kleparza (!). Ale i buntownicze zresztą bywało to przedmieście. Miejscowi domagali się silniejszej od Krakowa autonomii. Zaś w 1587 roku, podczas oblężenia Krakowa przez wojska arcyksięcia Maksymiliana Habsburga, mieszkańcy Garbar udzielili aktywnej pomocy najeźdźcy. Jako że Habsburg jednak przegrał, a historię piszą zwycięzcy, po odpędzeniu wroga dokonano zemsty, w postaci czegoś, co można by nazwać dziś czystkami etnicznymi. Przeprowadzano masowe mordy na zdradzieckich garbarzach „sród krzyku i błagania o litość Niemek”. Owe błagania nic jednak nie dały – urządzano samosądy, rabowano mienie, a pobliska Rudawa tak szybko zapełniła się trupami, że jak donoszą pożółkłe kroniki „woda ze krwią się zmieszała, tak, iż ryby opiwszy się krwie zdychały”. Wystarczy drastycznych szczegółów. Spalone Garbary nie wróciły już do pełnej świetności, tym bardziej, że kilkadziesiąt lat później, poszły z dymem raz jeszcze – podczas „potopu” szwedzkiego. A potem palono je i rabowano (jak i całe miasto) już tylko coraz częściej. 

Jak jest dzisiaj?

Dziś Garbary są śródmiejską częścią Krakowa. Zapomnianą, a chyba niesłusznie. Przez stulecia pomagały żywić i przyodziewać krakowian. Wspomnijmy sobie chociaż czasem o ich istnieniu podążając Garbarską czy Krupniczą. Albo czekając na tramwaj pod Bagatelą, zerknijmy łaskawym okiem na dawny ratusz. Jest to przedmieście do dziś w zaskakująco małym stopniu przebadane przez naukowców: zarówno historyków – archiwistów, jak i archeologów. To oznacza tylko jedno – do odkrycia jest tu jeszcze wiele. Tym lepiej dla wszystkich miłośników Krakowa!

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.