Czym były Jurydyki?

Jurydyki

Zacznijmy od tego, że jurydyki stanowią swego rodzaju ewenement. Jest to (zasadniczo) czysto polski wynalazek, nasz twórczy wkład w światową myśl urbanistyczną. Co to właściwie są te jurydyki? Najłatwiej powiedzieć: przedmieścia. Tyle, że posiadające odrębny status administracyjny. Zjawisko to samo w sobie nie jest czymś wyjątkowym – również poza Polską. Ale już ich późniejszy rozwój i wysyp na masową skalę, nie był nigdzie indziej spotykany.

Przedmieścia

Jak wiemy, granice średniowiecznego miasta były dość ściśle określone i z reguły pokrywały się z linią fosy i miejskich fortyfikacji. Wszystko co pozostało poza tą linią stanowiło już przedmieścia. Przedmieścia takie pełniły przeważnie funkcje pomocnicze, usługowe względem samego miasta, wszak w ciasnym obrębie murów nie sposób było pomieścić wszystkiego co potrzebne do jego funkcjonowania. Niekiedy miasto przejmowało kontrolę nad jakimś przedmieściem, tworząc sobie taką „filię” miasta poza murami – w przypadku Krakowa tak było z Garbarami, zaś „kolonią” dla Kazimierza był Stradom. Obie te osady otrzymały od swych miast – patronów pewien samorząd, były więc nadzorowane, ale jednocześnie same mogły decydować o części swoich spraw.

Mini-miasteczka?

Z czasem jednak na podobny pomysł wpadli też inni. Skoro posiadamy grunty wokół jakiegoś miasta, czemu by ich nie wykorzystać biznesowo? Zakładanie wioski u wrót miejskich murów nie miało sensu. Ale gdyby wykreować inny typ osady? Takiego mini-miasteczka? W ten sposób zaczęły powstawać jurydyki – podmiejskie osiedla, całkowicie wyłączone jednak spod władzy miasta, spod jego jurysdykcji (stąd nazwa). 

Jak do tego doszło?

Jak to było możliwe? Pamiętajmy o ówczesnym podziale stanowym i przywilejach, którymi obdarzone była szlachta i duchowieństwo. Ich majątek był całkowicie niezależny i nawet jeśli leżał na terenie miasta, nie podlegał kontroli władz miejskich. Przykładowo, kamienica szlachecka mogła stać w samym rynku, ale żadne przepisy wydawane z ratusza nie miały prawa jej dotyczyć. „Jaśnie pan” mógł gwizdać sobie na wszelkie zarządzenia magistratu. Jego posesja zaś zwolniona była z miejskiego podatku. Wykorzystując możliwości prawne, zaczęto więc wokół miast królewskich w całej Polsce tworzyć „komercyjne” osady różnego typu. Jedne były maleńkie, obejmujące ledwie tyle co obszar posesji jej właściciela. Inne przybrały formę miasteczek, lokowanych wręcz na prawie magdeburskim czy chełmińskim (!). Ich założyciele (początkowo głównie środowiska duchownych, biskupstwa, parafie) byli poniekąd niepodzielnymi władcami, nie podlegali miastu, sami stanowili prawa w swoich osadach. Nie znaczy to, że panowała tam samowola – najczęściej jurydyki posiadały jakąś formę samorządu, czy własne sądownictwo. Przywilej na założenie jurydyki, każdorazowo wystawiał król.

Kiedy Jurydyki najlepiej się rozwijały?

Sukces jurydyk polegał jednak przede wszystkim na ich mieszkańcach. Poszczególni właściciele regulowali niekiedy przepisami kto może mieszkać w ich jurydyce, a kto nie (przykładowo w niektórych jurydykach np. duchownych niechętnie widziano szlachtę, gdyż taki mieszkaniec byłby… samodzielny i nie podlegałby prawom i podatkom jurydyki – spryciarze!). Generalnie jednak mile widziano wszelkich nowych przybyszy, a ci równie ochoczo korzystali z zaproszenia. Jurydyki były ośrodkami handlu i rzemiosła. Ich sukces tkwił w możliwościach zawodowych mieszkańców – nieskrępowanych tutaj skostniałym, archaicznym systemem cechowym, jaki panował w miastach. Nie możesz z jakiegoś powodu zostać członkiem cechu? Zapraszamy do nas! Wykonujesz bez przeszkód swoją robotę i masz zagwarantowany zbyt! Cena twoich towarów jest wszak niższa, niż tych samych produktów wytworzonych w sąsiednim mieście. A cóż jest milsze potencjalnemu klientowi, jeśli nie „promocja”?

Kim byli partacze?

Czynnych zawodowo mieszkańców jurydyk nazywano partaczami. O czym to świadczy? W zasadzie o niczym. Może poza tym, że cechy tworzyły sprawną propagandę, na tyle skutecznie oczerniającą „jurydyczan”, że słowo partacz stało się synonimem twórcy wyrobów o niskiej jakości. Owszem, bywało i tak, ale wcale nie musiało! Często produkty te nie różniły się na niekorzyść od cechowych. Zaś samo określenie pochodzi od słowa „pars” – strona (pracować „a parte” – na stronie, na boku, poza oficjalnym systemem).

Rodzaje Jurydyk?

Oprócz jurydyk miejskich (jak Garbary) i duchownych (np. Biskupie), z czasem do ich zakładanie energicznie wzięła się szlachta i magnaci. Ale bywały i jurydyki szpitalne, a nawet królewskie. W Krakowie dodatkowo funkcjonowały także uniwersyteckie. System jurydyk otoczył polskie miasta szczelnym wieńcem, a same miasta – pozbawiane praw i słabnące ekonomicznie – mogły się tylko temu przyglądać. Ocena tego zjawiska jest jednak złożona. Z jednej strony jurydyki stanowiły „nieuczciwą” konkurencję względem miast, utrudniały ich rozwój terytorialny, komplikowały kwestie związane z obroną przed najeźdźcami. Z drugiej jednak… paradoksalnie napędzały rozwój, tyle że nie samych miast, a całego zespołu miejskiego, aglomeracji. Przecież nasze miasta i tak tkwiły wtedy w kompletnej stagnacji. Trudno wyobrazić sobie, że gdyby nie jurydyki, Kraków sam z siebie rozrósłby się poza obręb murów np. w XVII, czy XVIII wieku. Jego żywotność gospodarczą podtrzymywały wówczas (oddolnie) właściwie wyłącznie jurydyki. W polskich warunkach to one odpowiadały za rozwój naszych miast, chociaż niewątpliwie kosztem pewnego chaosu i konfliktów. „Nowotwór” podtrzymujący życie pacjenta?

Koniec Jurydyk – prawo o miastach z 1791 roku.

Problemy te dostrzegły z czasem i władze państwowe. Jeszcze w XVII stuleciu, sejm usiłował kilkukrotnie uchwalić zakaz zakładania nowych jurydyk, później zaczęto w końcu postulować ich likwidację, ale nic z tego nie wyszło. Kres istnieniu jurydyk położyła formalnie dopiero ustawa ‚Prawo o miastach z 1791’, potwierdzona przez Konstytucję 3 Maja. W praktyce przetrwały one do końca istnienia Rzeczypospolitej i przeszły do historii razem z nią. Zaborcy ostatecznie je zlikwidowali, ich obszar został wchłonięty przez rozrastające się tym sposobem miasta. Włodarze miast się cieszyli – nie tylko wreszcie pozbyli się konkurencji, ale w spadku dostali zasadniczo zagospodarowane już tereny, których nie trzeba było planować od zera. A ślady dawnych jurydyk, są czytelne w Krakowie po dziś dzień.

 Plan miasta Krakowa i okolic w dobie Sejmu Czteroletniego z wyrysowanymi jurydykami (Archiwum Narodowe w Krakowie, sygn. Zb. Kart. II-93);

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.