18 stycznia 1945 – wyzwolenie?

Ulica 18 stycznia (1945)

Ulicy o tej nazwie dziś już w Krakowie nie ma. Ale kiedyś była. Co upamiętniała? Czy to dobrze, że zniknęła? A może nigdy nie powinna była tak się nazywać?

Co się wydarzyło 18 stycznia 1945 roku?

Dzień 18 stycznia (1945 roku) został upamiętniony w nazwie dzisiejszej ulicy Królewskiej. Ale rzecz nie w tym, która to była ulica. Chodzi o samo wydarzenie. Co się tamtego dnia stało? Najoględniej mówiąc, Kraków został wtedy wyzwolony spod okupacji hitlerowskiej. Tak się przynajmniej kiedyś mówiło. Dziś przedmiotem sporu pozostaje samo słowo „wyzwolony”. Przeganiając Niemców, Sowieci przynieśli nam bowiem kolejna niewolę. Czym jednak zatem słowo „wyzwolenie” zastąpić? Ciężko być szczerym entuzjastą epoki, która nastała w Polsce po II wojnie światowej. Radzieccy żołnierze przynosili nam nowe zniewolenie, ale czy to ich osobista wina?

Sami żyli przecież w tym samym ponurym systemie, gorszym znacznie od tego co miało wkrótce mieć miejsce w naszym kraju. Ale oczyścili Kraków z najokrutniejszego okupanta w historii (może oprócz Tatarów), który wymordował przeszło ¼ obywateli miasta. Czy zatem zwykli szeregowi wojacy, którzy w walkach o Kraków oddali swe życie (blisko 2 tysiące zabitych) zasługują na jakieś upamiętnienie?

Wojsko wkraczające do miasta

Większość zwykłych krakowian 18 stycznia 1945 było autentycznie szczęśliwych (przynajmniej tych z lewego brzegu Wisły – Podgórze zajęli Rosjanie dopiero następnego dnia). Można było wreszcie bez obaw wywiesić polską flagę. Pierwsza fala radzieckiego wojska była witana z reguły dość radośnie – to byli prawdziwi, zaprawieni w boju żołnierze. Dopiero po nich nadchodziły kolejne fale – rozmaitych maruderów, podpitych awanturników, partyjnych komisarzy i…NKWD. Wtedy robiło się już mniej przyjemnie.

Co zabierali żołnierze?

Typowym łupem żołdaków stawały się buty krakowian i ich „czasy”, czyli zegarki. Tak ten dzień wspominał po latach legendarny dziennikarz Bruno Miecugow: „18 stycznia wyszedłem z domu o 9.45. Poszedłem do Rynku, na którym byłem o 10.45. (…) Pierwszych żołnierzy radzieckich zobaczyłem o 10.47. Następny zegarek kupiłem sobie w roku 1951″.

Kraków ocalał!

Za niezwykły podarunek od losu należy uznać fakt, iż nasze miasto nie uległo wówczas fizycznej zagładzie. Oczywiście nie obeszło się całkowicie bez zniszczeń, ale ich skala była symboliczna – w porównaniu z tym, co dokonało się z większością (!) polskich miast. Prawdą jest, że Kraków nie miał jednak jakiegoś szczególnego, strategicznego znaczenia. Nawet propagandowego, jako „stolica”, gdyż Generalna Gubernia już wówczas praktycznie nie istniała (Frank uciekł z Krakowa dzień przed wkroczeniem Rosjan).

Z której strony weszli Rosjanie?

Tutejszy przemysł zaś był mizernie rozwinięty i w żaden sposób nie mógł odmienić już losów wojny. Dodatkowo Krakowowi sprzyjał element zaskoczenia – zamiast spodziewanego ataku Rosjan od wschodu (jak nakazywałaby logika), ci przystąpili do manewru okrążenia od północnego zachodu. Całkowicie zaskoczony Wehrmacht w pośpiechu zaczął wycofywać się z miasta. Celem Rosjan był bowiem Śląsk z jego gigantycznym potencjałem przemysłowym – chodziło o to, by te kopalnie, huty i fabryki przejąć możliwie szybko i bez zniszczeń. Kraków był po prostu „po drodze”. 

Iwan Koniew!

Po wojnie przez kilka dekad sławiono geniusz radzieckiego marszałka Iwana Koniewa, który „ocalił” miasto. Jak było naprawdę? Nie brakuje teorii, że mógł być to efekt jakichś (bliżej nierozpoznanych do dziś) zakulisowych operacji dyplomatycznych. Rozbieżne są też zdania historyków, na temat tego na ile Kraków był rzeczywiście przez Niemców zaminowany i gotowy do wysadzenia. Tamte dni do dziś stanowią częściowo zagadkę dla badaczy. Po wojnie, dzień 18 stycznia 1945 został upamiętniony w nazwie wspomnianej ulicy.

Upamiętnienie

W pobliżu Barbakanu urządzono cmentarz radzieckich żołnierzy wraz z okazałym pomnikiem. Zaś na placu Inwalidów (wówczas „Wolności”) stanął obelisk „braterstwa broni”. W Nowej Hucie natomiast wystawiono pamiątkowy czołg. Dużo później, już pod koniec epoki PRL, swojego monumentu doczekał się też marszałek Koniew. 

Usuwanie symboli radzieckiej dominacji

Po zmianie ustroju pojawiło się pytanie: co z tym „dziedzictwem” zrobić? To jednak nie Lenin, którego pozbyto się bez zbędnych ceregieli. Temat był delikatny. Ówczesne władze Krakowa, nasi pierwsi samorządowcy, umieli podjąć jednak mądre decyzje. Już na początku lat 90. miasto poddano dekomunizacji, przywrócono przedwojenne nazwy ulic, usunięto ewidentne symbole radzieckiej dominacji.

Najwięcej emocji budził wspomniany cmentarz radziecki na Plantach, przy Basztowej. Tu spoczywali żołnierze polegli w tamte mroźne styczniowe dni. Jak pogodzić usunięcie niechcianego pomnika, z upamiętnieniem ofiar? Zdecydowano się na ekshumację żołnierzy i honorowe przeniesienie ich ciał na miejsce do tego przeznaczone – czyli cmentarz. Konkretnie wojskową część Cmentarza Rakowickiego. Leżą tam do dziś, pośród wielu innych żołnierzy, a ich pomnik jest jednym z wielu tamtejszych pomników. I to chyba najwłaściwsze rozwiązanie. Kto chce zawsze może tam się udać, zaś monument z sierpem i młotem, nie razi swą skalą w zabytkowej przestrzeni publicznej. 

Kraków pionierem w dekomunizacji

Warto wspomnieć, że Kraków był w tych kwestiach pionierem w Polsce. Wiele miast dopiero dziś podejmuje podobne decyzje, dolewając tylko oliwy do ognia w relacjach z naszymi wschodnim sąsiadem (na początku lat 90. klimat ku takim rozwiązaniom był zdecydowanie lepszy). My ten problem mamy od dawna za sobą, w ostatnim czasie zmieniono jeszcze tylko nazwy kilku drugorzędnych ulic. Co więc z tym 18 stycznia? Pamiętać o tej dacie? Zapomnieć? Wymazać? Chyba nie ma łatwej odpowiedzi. Natomiast zawsze warto po prostu o tym dniu… wiedzieć.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.